Pytamy – Beata odpowiada


Co było przyczyną?
Ja po prostu lubiłam palić, lubiłam papierosy. Edith Piaf, zadymione knajpki na krakowskim Kazimierzu, czerwone wino… Bez papierosa wszystko to traciło urok.

Pierwszy papieros? Pamiętasz go? Kiedy? Jaki? W jakiej sytuacji?

O tak! Byłam w liceum, czyli to musiało być 16-17 lat temu. Pewnego popołudnia po prostu  zostałam poczęstowana przez znajomego, który był świeżo upieczonym palaczem i niezwykle go to bawiło. To był chyba carmen. Okropny! Wcale mi się to palenie nie podobało.

Ile papierosów dziennie?
Jak zaczęłam żyć z papierosem za pan brat, czyli na początku studiów, paliłam 10 papierosów dziennie. Szybko zwiększyłam sobie limit do 15 papierosów – obligatoryjnie. Potem okazało się, że paczka dziennie to norma.

Jakie?
Oooo, różne. Były caro, westy, pallmale, kenty, dunhille, potem salemy, marlboro light. W plebiscycie na najsmaczniejsze papierosy świata zwyciężyły marlboro menthol i tak zostało do końca.

Czy zmieniałaś marki papierosów?
Na początku tak, testowałam, smakowałam, wyszukiwałam. Dosyć szybko okazało się jednak, że marlboro menthol są najlepsze i im pozostałam wierna. Aha! Tuż przed terapią plastrową zauważyłam davidoffy mentholowe i jak już zdecydowałam się rzucić palenie, w ostatnich tygodniach „przed“, paliłam na zmianę, marlboro menthol i davidoffy menthol. Paliłam jakby na zapas!

W jakich okolicznościach/sytuacjach/miejscach/chwilach dnia paliłaś?
Dosyć różnie, na początku tylko wieczorami, w akademiku, na imprezach studenckich. Na pewno nie w szkole i nie podczas opiekowania się dziećmi. Jak już zostałam człowiekiem korporacji, paliłam też w ciągu dnia, podczas przerwy w pracy, często kiedy miałam stresujący dzień, ale też kiedy miałam wolną chwilę. Kiedy człowiek ma trochę wolnego czasu oddaje się takim przyjemnościom i to zajęcie nie ma wtedy konkurentów.

Kiedy zdałaś sobie sprawę, że to nałóg?/ Jeśli w ogóle?

Dosyć szybko, bo już po pierszym roku palenia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że bardziej potrzebuję papierosa psychicznie niż fizycznie. Wtedy co prawda jeszcze nie znałam głodu nikotynowego, raczej traktowałam palenie jako rytuał, jak coś co mnie relaksuje, jak nagrodę za ciężki dzień, który właśnie się kończył. Zupełnie nie potrafiłam z tego zrezygnować.

Jakie wady palenia możesz wymienić?
Zacznę od tego, co ważne jest dla każdej kobiety, czyli wygląd: mało przejrzysta, matowa cera, która z roku na rok roku cierpiała bardziej, śmierdzące włosy, ubrania, nieświeży oddech. Utrata sprawności fizycznej, wigoru, spontaniczności. Chore płuca, trudności w oddychaniu, nieprzyjemna chrypka. Nerwowość, drażniące pobudzenie organizmu, które zupełnie nie pozwalało mi się skupić. Utrata węchu, smaku. Kiedy przestałam palić, czułam się, jakbym wszystko jadła po raz pierwszy w życiu. Finanse – teraz czuję się, jakbym znowu dostawała kieszonkowe. Narażenie osób bliskich na skutki palenia. Jeszcze jedna ważna sprawa: poczucie, że człowiek jest niewolnikiem papierosa – okropne i nie do okiełznania, kiedy jest się nałogowym palaczem. Ogólne samopoczucie jakieś takie bliżej nie określone, ale na pewno nie fajne. Sporo tego…

Zalety?

„To miejsce czeka na Twoją reklamę“J
Oczywiście na początku wydawało mi się, że papieros jest wspaniałym kompanem człowieka. Teraz wiem, że nałóg palenia nie ma w sobie nic, co zasługuje na uwagę.

Powody rzucenia palenia. Jaka była najsilniejsza Twoja motywacja?
Chcę być zdrowa, żeby móc opiekować się moją rodziną. Chcemy z mężem, żeby Jaś miał kiedyś siostrę, nie mogę pozwolić, żeby przez mój nałóg cierpieli moi najbliżsi.
 
Jak wcześniej rzucałaś palenie to dlaczego wracałaś do nałogu?
Brakowało mi odpowiedniej motywacji. Poza tym uporanie się z fizycznym i psychicznym uzależnieniem to było dla mnie za wiele…

A teraz? Jak to było teraz?
Dzięki plastrom nie miałam problemu z głodem nikotynowym. Dlatego tym razem było mi dużo łatwiej zerwać z nałogiem. Poza tym miałam silne wsparcie i motywację do tego, żeby pożegnać się z „potworem“.

Czego najbardziej się bałaś decydując się na rzucenie palenia?
Bałam się, że tracę coś, co stało się od lat pewnym rytuałem. Bałam się uwarunkowania psychicznego, że nie podołam wszystkim nawykom i zachowaniom związanym z paleniem. Bałam się też, że poprzez rozterki, jakie towarzyszą procesowi rzucania palenia, będą cierpieli moi najbliżsi.

Jak sobie radziłaś przez te 10 tygodni?
Szybko doszłam do wniosku, że należy organizować sobie każdy dzień. Nie można siedzieć i nic nie robić. Szczególnie dotyczy to kogoś, kto podobnie jak ja, nie pracuje. Opieka nad małym dzieckiem zapewniała mi co prawda zajęcia od rana do nocy, ale tak naprawdę ważne było, żeby zaplanować cały swój czas i być konsekwentnym w realizacji tych planów. Czasem nawet starałam się wymyślić więcej niż udawało mi się zrobić w ciągu jednego dnia i to było dużo lepsze, niż chwile bezczynności. Wstawałam rano i wiedziałam, że muszę zrobić szereg rzeczy, żyłam więc w pędzie i dzięki temu nie miałam czasu myśleć o tym, jaka jestem nieszczęśliwa bez papierosów.

Jak było?
Różnie. Bywały dni, kiedy miałam straszny kryzys, wpadałam w stany depresyjne, płakałam wieczorami, byłam rozdrażniona, najmniej istotne problemy stawały się nie do okiełznania. Wtedy przestawałam wierzyć, że mi się uda. Dwa-trzy razy podczas terapii miałam papierosa w ręku i gdyby nie mój mąż, nie wiem, jakby się to skończyło. Bardzo często jednak byłam dumna z decyzji, jaką podjęłam. Czułam, że odzyskuję formę, wygląd, dobre samopoczucie, spontaniczność, pozytywną energię i o takich właśnie dobrych stronach tego przedsięwzięcia starałam się myśleć, kiedy było mi naprawdę źle. Doszła do tego jeszcze moja niechęć do porażek i to też okazało się bardzo pomocne.

Co było najtrudniejsze?
Emocje, uczucia, które mi towarzyszyły. Od stanów depresyjnych po chwile szczęśliwości. Zupełnie niewytłumaczalne i co najgorsze – nigdy nie wiedziałam, co czeka mnie następnego dnia.

Bałam się, że w chwilach kryzysu nie poświęcę Jaśkowi tyle czasu, ile potrzebuje. A jeśli będę przy nim, to wyczuje moje wątpliwe samopoczucie i odbije się to na nim. Bałam się, że złe emocje będę wyładowywać na mojej rodzinie, nie chciałam, żeby przez to cierpieli.

Z czym nie miałaś problemów?
Nie miałam problemu z głodem nikotynowym. Plastry dają ten komfort, że człowiek nie czuje się jak ćpun, który za niedopałka oddałby życie. Odpowiednia dawka nikotyny, jaką dostawał mój organizm dzięki plastrom, pozwalała mi skupić się na uwarunkowaniu psychicznym, na nawykach.

Czy wcześniej wiedziałaś o NTZ?
Słyszałam przypadkiem od „znajomych moich znajomych“, że są skuteczne, zainteresowałam się tym i poczytałam trochę na ten temat. Potem problem odstawiłam do kąta, a jak wrócił w postaci propozycji udziału w terapii, to już wiedziałam, że tym razem się nie wymigam.

Co Ci pomogło?

Spotkania z ludźmi, którzy poddali się takiej samej terapii. Odwiedzanie stron w internecie poświęconych problematyce palenia, gdzie ludzie po terapii, w trakcie, lub decydujący się na nią, dzielą się swoimi doświadczeniami, odczuciami. Świadomość, że jest ktoś, kto boryka się z podobnym problemem jest zbawienna.

Kto Cię wspierał?

Mój cudowny mąż, który kiedyś palił razem ze mną jak smok i nadal pali, ale zdecydowanie mniej. Był od początku do końca ze mnie dumny i wierzył chyba nawet bardziej niż ja, że mi się uda. Mój syn, który od czasu do czasu patrzył na mnie tak, jakby chciał mi powiedzieć, że chciałby mieć kiedyś siostrę i nie powinnam się tak zatruwać J. Cała moja rodzina była mi bardzo pomocna, wierzyli we mnie. Dawali mi ogromne wsparcie. Czułam, że nie chcę ich zawieść.

Jak czujesz się jako osoba niepaląca?
Jakbym zyskała kilka lat, czuję się zdrowsza, spontaniczniejsza, jakbym odzyskała wolność. Dzięki temu lepiej wyglądam, więcej mi się chce. Kiedyś, jak słyszałam jakie są skutki palenia dla zdrowia, nie miało to dla mnie znaczenia. Dopiero teraz, kiedy przestałam palić, właściwie już w pierwszych tygodniach terapii zaczęłam odczuwać diametralne różnice w samopoczuciu i ogólnej kondycji i dotarło do mnie, jak zbawienne dla zdrowia jest takie wyczyszczenie organizmu.

Czym zajmujesz ręce?
Nauczyłam się nie używać substytutów. W innych okolicznościach niż dotychczas piję kawę, inaczej radzę sobie ze stresem, nie uciekam w nałóg zamiast zająć się rozwiązaniem problemu, robię coś ciekawego, kiedy tylko mam wolną chwilę.

Jak się bronisz teraz przed sięgnięciem po pierwszego papierosa (on spowodowałby powrót do palenia..)?

Mnie jest po prostu dobrze bez papierosa. Miałabym to stracić? W życiu!

Plany na przyszłość?

Mam kilka pomysłów, które zrodziły się podczas terapii i mam wrażenie, że decyzja o rzuceniu palenia dała tym pomysłom ujście.

Beata Bebak
Warszawa, listopad 2005

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *